Главная АвторыЖанрыО проекте
 
 

«Inne pieЕ›ni», Jacek Dukaj

Найти другие книги автора/авторов: ,

W ciД…gu mojego Ејycia wyrobiЕ‚em sobie szczegГіlnД… wraЕјliwoЕ›Д‡ na FormД™ i ja naprawdД™ lД™kam siД™ tego, Ејe mam piД™Д‡ palcГіw u rД™ki. Dlaczego piД™Д‡? Dlaczego nie 328584598208854? A dlaczego nie wszystkie iloЕ›ci naraz? I dlaczego w ogГіle palec? Nic dla mnie bardziej fantastycznego, jak Ејe tu i teraz jestem jaki jestem, okreЕ›lony, konkretny, taki akurat, a nie inny. I bojД™ siД™ jej, Formy, jak dzikiego zwierza! Czy inni podzielajД… moje niepokoje? O ile? Nie czujД… Formy, jak ja, jej autonomii, jej dowolnoЕ›ci, jej furii stwarzajД…cej, kaprysГіw, perwersji, spiД™trzeЕ„ i rozpadГіw, niepohamowania i bezgranicznoЕ›ci, nieustannego splatania siД™ i rozplatania.

Witold Gombrowicz

Jeden jest rodzaj ludzki, jeden boski.

Ta sama Matka tchnД™Е‚a w nas Ејycie.

Lecz rГіЕјnica mocy

Rozdziela nas we wszystkim.

Pindar

 

I

 

О‘

Nokturn

Mgła wirowała wokół dorożki, z miękkich kształtów białoszarej zawiesiny pan Berbelek usiłował odczytać swoje przeznaczenie. Mgła, woda, dym, liście na wietrze, sypki piasek oraz ludzki tłum — w nich widać najlepiej.

GЕ‚owa ciД…ЕјyЕ‚a mu ku skГіrzanemu obiciu. WciД…gnД…wszy gЕ‚Д™boko do pЕ‚uc wilgotne powietrze, obroniЕ‚ siД™ przed morfД… nocy, drobny czЕ‚owieczek w drogim pЕ‚aszczu, o zbyt gЕ‚adkiej twarzy i zbyt duЕјych oczach. PodniГіsЕ‚ z siedzenia gazetД™ zostawionД… przez poprzedniego pasaЕјera. W brudnym Е›wietle mijanych latarni pyrokijnych z trudem odczytywaЕ‚ herdoЕ„skie czcionki: litery jak runy, jak strzД™py jakichЕ› wiД™kszych znakГіw, z prawej tЕ‚uste i grube, ku lewemu bokowi blaknД…ce. Twardy papier miД…Е‚ siД™ i Е‚amaЕ‚ w orД™kawicznionych dЕ‚oniach. KSIД?Е»YCOWA WIEDЕ№MA ZAKOCHANA. KIM JEST WYBRANEK? Szpalta obok — rycina z morskim potworem i nagЕ‚Гіwek: PIERWSZY NIMROD KOMPANII AFRYKAЕѓSKIEJ ZAGINIONY NA MORZU. Komentarz polityczny rytera Druga-z-Kohle: CzyЕј doprawdy tak trudno byЕ‚o przewidzieД‡ sojusz Jana Czarnobrodego z kratistosem Siedmiopalcym? Rzym, Gothland, Frankonia i Neurgia bД™dД… siД™ teraz musiaЕ‚y ugiД…Д‡ pod snem CzarnoksiД™Ејnika. PodziД™kujmy naszym dyplomatom za ich wspaniaЕ‚Д… pracД™! Tekst aЕј ociekaЕ‚ sarkazmem. W kaЕ‚uЕјach na czarnym bruku odbijaЕ‚ siД™ KsiД™Ејyc w trzeciej kwadrze, bezchmurne jego niebo odsЕ‚aniaЕ‚o rГіЕјowe morza, kratista Illea zaiste musiaЕ‚a byД‡ w dobrym nastroju (moЕјe rzeczywiЕ›cie zakochana?) albo teЕј Е›wiadomie tak mocno rozpoЕ›cieraЕ‚a swД… koronД™. Anthos pana Berbeleka rzadko rozciД…gaЕ‚ siД™ dalej niЕј na wyciД…gniД™cie rД™ki i rzeczywiЕ›cie tylko we mgle, w dymie daЕ‚o siД™ odgadnД…Д‡ cokolwiek z jego ksztaЕ‚tu — moЕјe wЕ‚aЕ›nie przyszЕ‚oЕ›Д‡, zapowiedЕє kismetu, jak chce popularny przesД…d. Ale czyЕј pan Berbelek nie nagiД…Е‚ dziЕ› wieczorem zarГіwno woli ministra Bruge, jak i Szulimy? PopatrywaЕ‚ wiД™c, zamyЕ›lony, w wirujД…cД… mgЕ‚Д™.

Ktlap, ktlap, ktlappp, dorożkarz nie popędzał konia, noc była cicha i ciepła, chwila narzucała spokój i rozwagę. Pan Berbelek wspominał gorąc winnego oddechu Szulimy i zapach jej aegipskich perfum. Tej wiosny skończyło się panowanie ascetycznej mody z Herdonu (małe zwycięstwo nad kratistosem Anaxegirosem, przynajmniej na tym polu) i powróciły na salony tradycyjne europejskie chimaty, kaftany londyńskie, bezguzikowe koszule odkrywające tors, a dla kobiet — suknie kaftorskie, soforie i mitani, arabskie szalwary, gorsety podnoszące biust, krzykliwa biżuteria sutków. Przedramiona Szulimy obejmowały długie, spiralne bransolety z brązu w kształcie węży i kiedy esthle Amitace podała Berbelekowi rękę do ucałowania (dotyk jej skóry prawie go parzył), zajrzał on gadowi prosto w szmaragdowe ślepia. — Esthle. — Esthlos. — Już się uśmiechała, dobry znak, od pierwszego spojrzenia narzucił formę życzliwości i konfidencji. Potem szeptała mu zza błękitnego wachlarza ironiczne komentarze na temat mijających ich gości. Także na temat swojego wuja. Esthlos A. R. Bruge, minister handlu Księstwa Neurgii, wplątał się ostatnio w skomplikowany romans z gocką kawalerzystktą, setniczką Horroru, która najwyraźniej była mocnym demiurgosem — z każdorazowego z nią spotkania Bruge wracał odrobinę przystojniejszy i odrobinę głupszy, jak śmiała się Szulima. Może więc rzeczywiście minister został już wcześniej urobiony? Bo zgodził się na propozycję Berbeleka właściwie bez oporu, machnięcie ręki i grymas, nie chciał się nawet nad tym zastanawiać — i tak oto Dom Kupiecki Njute, Ikita te Berbelek uzyskał faktyczny monopol na import futer z Północnego Herdonu. Pan Berbelek świętował. Pomiędzy jednym toastem a drugim, nie zastanawiając się, zaprosił Szulimę do swej letniej posiadłości w Berbele. Uniosła brew, strzeliła wachlarzem, wąż błysnął zielonym ślepiem. — Chętnie. — Lecz teraz, licząc w kałużach gorące Księżyce oraz uderzenia kopyt o miejski bruk w wilgotnej ciszy, pan Berbelek myśli tak: A jeśli było dokładnie na odwrót, jeśli to jej anthos przeżarł mnie podstępnie i to jej przekora wypchnęła z moich ust owo zaproszenie? Czy opowiadając historię gockiej setniczki-demiurgosa, nie próbowała mi dać czegoś do zrozumienia…?

Mgła zrzedła, widział kanciaste sylwety budynków nachylające się nad odkrytą budą dorożki. Klasyczna vodenburska architektura nigdy nie miała dla Berbeleka wielkiego uroku, te wszystkie masywne kamienice, ściśnięte w kręte szeregi, ulice jak kaniony kamiennego labiryntu, dachy nastroszone gargulcami i rzygaczami, okna niczym strzelnice, portale jak wrota krypt, ciemne dziedzińce za ukrytymi w cieniu bramami, wiecznie mokre kocie łby, po których ściekają, w dół, ku portowi i morzu, strumyki miejskiego brudu… Centrum oraz większość dzielnic mieszkalnych stolicy wzniesiono za czasów kratistosa Grzegorza Ponurego gdy rezydował on w pałacu książęcym. Keros Vodenburga giął się wówczas i topniał w ogniu korony kratistosa zaiste jak wosk, sam pałac zastygł po odejściu Grzegorza w formie upiornych ogrodów kamienia i stali. Berbelek został tam zaproszony tuż po przeprowadzce do Vodenburga, w kontraście jego własny dom wydawał mu się potem wcale słoneczny i radosny. Ludzie jednak szybciej się zmieniają od materii nieożywionej. Trzy pokolenia po Grzegorzu Czarnym vodenburczycy nauczyli się śmiać i bawić i nawet usłyszał od nich w ciągu sześciu lat parę dowcipów. Całe szczęście, że Szulima nie pochodzi stąd. Otworzył „Jeźdźca o Zmierzchu” na przedostatniej stronie. Dzisiejsza karykatura — wytężył wzrok — przedstawiała kanclerza Löke na czworakach, z rozanielonym wyrazem twarzy wylizującego nocnik Czarnoksiężnika. Cóż, nie od razu Rzym zbudowano, poczucie humoru też nie rodzi się z kamienia.

Przejechali przez plac świątynny. Na stopniach Domu Isztar dojrzał kilka kurew z nowicjatu, białe uda lśniły w gazowym świetle. Dorożka skręciła, przyśpieszając na opadającej stromo ulicy, ktlapppktlappp. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni kaftana, wyjął tytońcówkę i zapałki. Taaak. Zaciągnąwszy się dymem, odchylił głowę na skórzane oparcie i zapatrzył się w niebo. Wbrew popołudniowemu deszczowi było bezchmurne, gwiazdy migotały filuternie, Księżyc prawie oślepiał. Tylko z przodu, nad portem, gdzie na żelaznych łańcuchach wisiały świnie powietrzne, ich bulwiaste sylwety przesłaniały gwiazdoskłon. Tytoniec żarzył się czerwono, pan Berbelek dmuchnął, jasne iskry poleciały w noc. Powiedzmy, że Kristoff utrzyma obroty na zeszłorocznym poziomie. Ale po przejęciu rządowych zamówień… Sto dwadzieścia, sto czterdzieści tysięcy groszy czystego zysku. Piętnaście procent z tego… Powiedzmy: dwadzieścia tysięcy. Spłaciłbym wreszcie ojca i zamknął renty Orlandy, Marii i dzieci. Należałoby również wykupić usługi jakiegoś dobrego teknitesa ciała. Przyznaj to, Hieronimie Berbelek-z-Ostroga: starzejesz się jak każdy.

Monotonny ruch dorożki i rytmiczny stukot kopyt działały mimo wszystko usypiająco, prawie hipnotycznie — kiedy stanęła, Hieronim poderwał się niczym wybudzony z porannego snu.

— Jesteśmy na miejscu, esthlos — mruknął woźnica.

Pan Berbelek, wysiadajД…c, niemrawo gmeraЕ‚ w kieszeni za drobnymi.

Brama na dziedziniec była oczywiście zawarta, lecz światło pyrokijne paliło się nad mniejszymi drzwiami obok. Zastukał w nie trzykrotnie srebrną główką laski. Dorożka odklekotała powoli w górę pustej ulicy, ku placowi świątynnemu. Jeszcze jedno zaciągnięcie się czarnym tytońcem w chłodnym półmroku przedświtu, w tej godzinie najdłuższej, gdy bogowie prostują swe kości, a keros wszechświata jest odrobinę bardziej miękki, odrobinę bliższy Materii…

— Ach, nareszcie! Już myślałem, że nie wrócisz tej nocy! Jak tam bal, co? No, proszę mi dać ten płaszcz! I rękawiczki. Chyba nie padało znowu?

Pan Berbelek zignorowaЕ‚ zrzД™dliwy sЕ‚owotok starego sЕ‚uЕјД…cego i nie zdjД…wszy nawet kaftana, zaszedЕ‚ do frontowej biblioteki. Tu, przy pustym pulpicie, skreЕ›liЕ‚ na maЕ‚ej karcie cielД™cego pergaminu krГіtkД… informacjД™ o powodzeniu negocjacji z ministerstwem handlu. ZЕ‚amawszy kartД™ dwukrotnie na ЕјydowskД… modЕ‚Д™, rozpuЕ›ciЕ‚ nad Е›wiecД… zielony szlak i zapieczД™towaЕ‚ nim list. Jeszcze sygnet z herbem Ostroga i:

— Porte! Niech Anton zaniesie to do kantoru esthlosa Njute. Już!

Nie odwrócił się jednak od pulpitu. Ten dym nad świecą — uniósł dłoń — przecież nie ma przeciągu — czy to szabla, miecz? — w liściach na wietrze, w ludzkim tłumie, we mgle, wodzie i dymie, w tym dymie ciemnym — aż się pochylił, mrugając — zakrzywione ostrze, tak.

О’

Dom Kupiecki

Pan Berbelek nie wyspał się tego dnia. Pan Berbelek źle sypiał w vodenburskie noce, ale teraz na dodatek spał krótko: ledwo wybiła godzina dziewiąta, a do sypialni, odpychając z progu Porte i Terezę, wkroczył esthlos Kristoff Njute, i od razu wszelka senność poczęła parować z Berbelekowego ciała, koszmary z umysłu.

— Ajch, ajch, ajch! Hieronimie, cudotwórco, kratistosie mój salonowy, do stóp padam, do stóp!

— A oby cię trąd… Nie odsłaniaj okien!

— Jakżeś tego dokonał, wnikać nie będę, ale tyle ci powiem, żeś godzien ostatniego grosza, następny okręt u Sytyna nazwiemy twoim imieniem, no pokażże mordę, niech cię uściskam!


Еще несколько книг в жанре «Прочая детская литература»

Мечта империи, Марианна Алферова Читать →

Год мертвой змеи, Сергей Анисимов Читать →

Наследники Борджиа, Виктория Дьякова Читать →